Small steps. Psychologia, rodzicielstwo, relacja.

Time – out – metoda, konsekwencje, alternatywa.

Marysia lat 4 została odebrana z przedszkola przez mamę. Mama w drodze do domu rozmawiała przez telefon, załatwiając różne sprawy. Po przekroczeniu progu domu, Marysia chciała pobawić się z mamą, ale ta wciąż była zajęta. Marysia poszła do swojego pokoju i zbudowała nową budowlę z klocków. Dumna z siebie pobiegła do mamy, aby jej pokazać swoje najnowsze dzieło. „Mamo, mamo – chodź zobacz”.

Mama w tym czasie rozmawiała przez telefon. „Za chwilę Marysiu”.

Po chwili Marysia znowu podbiegła podekscytowana do mamy. „Marysiu przecież rozmawiam, za chwilę przyjdę”.

Po kilku minutach Marysia po raz kolejny podeszła do mamy, ciągnąc ją za rękaw.                ” Marysiu, czy ty słyszysz co ja mówię – ZA CHWILĘ!”.

Marysia była wytrwała, podeszła znowu. „Czy Ty nie rozumiesz co do ciebie mówię. Teraz rozmawiam przez telefon”.

Marysia nie podeszła już więcej. Zamiast tego zaczęła biegać po domu, krzycząc przy tym, rzucając zabawkami. Mama coraz bardziej się denerwowała. W pewnym momencie Marysia zbiła wazon stojący na ławie.

„Czy Ty nie potrafisz się zachować nawet przez chwilę !” Idź natychmiast do swojego pokoju i zastanów się nad swoim zachowaniem!”

____________________

To wymyślona historia, chociaż myślę, że i takie się zdarzają nie tak wcale rzadko. Rodzice rozmawiają przez telefony, mają wiele spraw do załatwienia, problemów na głowie, a coraz mniej czasu – tak się zdarza. Życie.

Za zachowaniem Marysi stały pewne potrzeby. Za zachowaniem mamy również stały potrzeby. Warto o nie dbać nie naruszając granic drugiego człowieka, z szacunkiem i zrozumieniem potrzeb innych. Często jednak jest za późno, emocje, stres, brak czasu sprawiają, że rodzice sięgają po różnego rodzaju „metody”.

Jedną z nich  jest tzw. karny jeżyk, wysyłanie dzieci do pokoju, do kąta, na krzesełko – time out. To tak zwana przerwa od pozytywnych wzmocnień, od zabawy, kontaktu z rodzicem. Stosowana po to, aby dziecko przemyślało swoje „nieodpowiednie” zachowanie, powróciło pełne skruchy i zrozumienia dla swoich działań. Oczywiście najlepiej, wypowiadając magiczne „przepraszam” – jako ukoronowanie zastosowanej metody. Nazywając rzeczy po imieniu jest to po prostu kara, która ma wyzwolić w dziecku autorefleksję, kontrolować jego zachowanie, nauczyć posłuszeństwa.

Największy problem z tą metodą jest taki, że pozostawia dziecko osamotnione, bez wsparcia, uwagi, bliskości – wtedy, kiedy i tak czuje się bezsilne, przytłoczone własnymi silnymi emocjami.

Wierzę, że za każdym zachowaniem dziecka stoi coś ważnego: głód, pragnienie, samotność, silne emocje, zmęczenie, choroba. Jakaś potrzeba, która nie została zaspokojona. Patrząc tylko na zachowanie, nie dostrzegamy tego, co się za nim kryje. Wysyłamy dziecko na „przerwę” i dajemy mu jasny przekaz „Nie obchodzi mnie, co czujesz, ale to jak się zachowujesz”.

– Time – out niesie ze sobą  przekaz, że miłość rodzica nie jest bezwarunkowa, że rodzic akceptuje tylko pewne zachowania dziecka, a za inne wymierza karę.

– Daje dziecku informację, że skoro nie potrafi nad sobą zapanować, skoro zachowuje się „nieodpowiednio” – nie zasługuje na towarzystwo rodzica.

– Mówi dziecku „Radź sobie sam”.

– Przekazuje dziecku informację, że kiedy zmaga się z silnymi emocjami nie może liczyć na pomoc rodzica.

– Pokazuje dziecku, że jego potrzeby są nieważne.

– Kształtuje w dziecku poczucie, że emocje są „dobre” i „złe”, za te „złe” należy się kara.

„Z psychologicznego punktu widzenia, TIME-OUT, czyli izolacja i odrzucenie, podobnie jak to jest w przypadku kar cielesnych – powoduje uczucie wstydu, braku bycia szanowanym. Z kolei to rodzi w dzieciach poczucie, że to nie ich zachowanie jest nieodpowiednie, tylko z nimi jest coś nie w porządku. Radząc sobie z przeświadczeniem, że nie są ‚wystarczająco dobre”, „wybrakowane” zaczną zachowywać się agresywnie w stosunku do siebie i innych, reagować wycofaniem lub unikaniem”. M.C. Lamia – psycholog kliniczny

Czy time-out działa?

Całkiem możliwe. W końcu opiera się na strachu, braku akceptacji. A dziecko zrobi wszystko żeby zadowolić rodzica, zasłużyć na jego miłość. Dodatkowo kara ma za zadanie powstrzymać dziecko od jakiegoś zachowania, więc patrząc na to z tej perspektywy – time-out działa. Zatrzymuje zachowanie dziecka. Lecz jest to krótkotrwały efekt – efekt tu i teraz.

Jakie są konsekwencje stosowania Time-out ? 

Naukowcy odkryli, że taka „przerwa”, odrzucenie dziecka i jego emocji uruchamia w mózgu te same obszary, które są odpowiedzialne za odczuwanie fizycznego bólu. 1

Zmniejsza możliwość nauczenia się przez dziecko efektywnych sposobów radzenia sobie z silnymi emocjami.

Nawet, jeśli pozornie wydaje się, że dziecko „uspokoiło się” tak naprawdę time – out tylko potęguje wewnętrzną złość dziecka.

Niszczy relację z dzieckiem.

Dziecko bardziej skupia się na niesprawiedliwym potraktowaniu, niż na swoim zachowaniu.

„Izolowanie dziecka po to, aby zapanowało nad swoim gniewem i zachowaniem utrwala w nim poczucie „bycia złym”, „nie takim, jak chcą rodzice”. Prawdopodobnie już przed wybuchem emocji dziecko czuło się ze sobą samym źle, a wysyłanie dziecka do kąta, czy jakakolwiek inna forma izolacji, utwierdza dziecko w przekonaniu, że miało rację”  O. Weininger

Czy są wyjątki od tej reguły? Tak. Przerwa jest w porządku:

1. Jeśli dziecko ma miejsce, w którym czuje się bezpiecznie i samo bez niczyjej ingerencji udaje się tam, żeby ochłonąć, ostudzić emocje.

2. Jeśli rodzic potrzebuje chwili czasu żeby nie dać się ponieść swoim własnym emocjom, zadbać o własne potrzeby, wyciszyć. Nie zrywa przy tym kontaktu z dzieckiem, nie przerzuca na dziecko odpowiedzialności za sytuację ” Widzisz, to przez Ciebie”. Informuje dziecko szczerze, że potrzebuje chwili, aby pobyć ze sobą, uspokoić się – wtedy wróci. To pokazuje również dziecku, że nami  również targają silne emocje, że staramy sobie z nimi radzić, tak aby nie krzywdzić innych.

Czy jest coś „zamiast”? 

Jeśli oczekujecie prostej metody, która nauczy dziecko posłuszeństwa, nie popełniania błędów, kontroli swoich emocji – nie znam takiej.

Mogę zaproponować Wam coś, co pozwoli na budowanie relacji z dzieckiem, wzajemnego zaufania, bezpieczeństwa, poczucia bycia zrozumianym.

  1. „Spotkanie na tapczanie” – pomysłu L. Cohen’a – może to być kanapa, fotel, łóżko, dywan – ważne aby było to miejsce, gdzie wszyscy czują się dobrze. Celem takiego „spotkania” jest oczywiście ponowne nawiązanie zerwanej relacji. Kiedy już siedzimy na „tapczanie” możemy rozmawiać o tym co nas złości, o zasadach panujących w naszym domu, możemy się przytulać, wygłupiać. Czasami sama zmiana perspektywy wystarcza, aby napięcie zostało rozładowane. Na „tapczanie” zostajemy tak długo, aż każda ze stron jest gotowa, aby powrócić do swoich zajęć ze zmienionym nastawieniem.
  2. Dr. Justin Coulson, autor książki „21 Days to a Happier Family”, proponuje zastosowanie Time – in. Zamiast odwracać się od dziecka, ignorując przyczyny zachowania i jego potrzeby, możemy wyjść dziecku na przeciw i popatrzeć na jego zachowanie jako szansę na rozwiązanie problemu razem. Wszystko zależy od dziecka. Możemy zaoferować mu przytulenie, nazwać jego emocje, wyrazić zrozumienie dla tego, co przeżywa, być obok, być dostępnym dla dziecka, okazywać empatię. Kiedy już się uspokoi możemy podjąć rozmowę, zadawać pytania, zastanawiać się wspólnie nad rozwiązaniem problemu 3
    Możemy starać się nazwać dziecięce emocje, to co aktualnie przeżywa, to co widzimy, że się z nim dzieje.
  3. Postarajmy się spojrzeć szerzej, dostrzec co może kryć się za dziecięcymi emocjami – jaka potrzeba nie została zaspokojona, czy jest głodne, śpiące, przeciążone bodźcami, może potrzebuje pobyć z nami sam na sam.
  4. Uczmy dzieci sposobów rozpoznawania własnych potrzeb, radzenia sobie z emocjami. Oczywiście nie w momencie wybuchu – wtedy dziecko zalewane jest przez hormony stresu i  nie jest w stanie korzystać z tej część mózgu, która odpowiada m.in. za racjonalne myślenie, kontrolowanie emocji, rozwiązywanie problemów. Kiedy mamy czas, jesteśmy spokojni: rozmawiajmy, czytajmy książeczki, pokazujmy swoim przykładem, że wszystkie emocje są potrzebne.
  5. Popracujmy nad odraczaniem naszych rodzicielskich reakcji – nie każde zachowanie dziecka wymaga natychmiastowego działania. Nie jest w porządku, kiedy  dziecko nas ignoruje, krzyczy na nas – jednak możemy przeczekać ten wybuch i porozmawiać o tym na spokojnie, w bardziej sprzyjających warunkach.
  6. Dajmy dzieciom przyzwolenie na przeżywanie trudnych emocji, one również mogą mieć zły dzień – co wcale nie definiuje nas ani naszego rodzicielstwa.
    Zadbajmy o swoje potrzeby i uczmy się rozpoznawać i radzić sobie z własnymi emocjami.                                                                                                                                                     Time-out może być kuszącą metodą – działa tu i teraz, kończy zachowanie, które nam się nie podoba, uczy „posłuszeństwa”.  Wymienione wyżej propozycje „Zamiast” nie są proste – wymagają czasu, pracy nad sobą, cierpliwości. Ich efekty mogą nie być odrazu widoczne. To raczej proces długotrwały, jednak dający dzieciom i naszej relacji z nimi mocne podstawy do prawidłowego rozwoju, budowania zaufania, bezpieczeństwa, kształtowania poczucia własnej wartości, empatii.

Dodaj komentarz

Close Menu