Small steps - psycholgia dziecka, rodzicielstwo, relacja

Wdzięczność.

Mam wdzięczność, za ten rok.

Za rodzinę i za bezcenne chwile z nią.

Za moje frustracje i codzienne zmagania z samą sobą.

Za wzloty i upadki.

Za ludzi, których spotkałam.

Za szkolenia, na które się zapisałam.

Za rozwój, w którym cały czas jestem.

Za drogę, którą przebyłam.

Za wybory, których dokonałam.

Za swoje niedoskonałości.

Za to, że coraz lepiej słyszę siebie i swoje potrzeby.

Za rozmowy, które odbyłam.

Ponad rok temu, dwa miesiące po urodzeniu mojego syna pojawiła się w mojej głowie myśl, aby założyć stronę – moją własną przestrzeń. Przestrzeń, w której będę pisała o podróżach, które uwielbiam, rodzinie, którą kocham. Przestrzeń, w której będę mogła pisać o książkach dla mnie ważnych i wartościowych, umieszczać swoje pomysły do pracy,  które wtedy zaczęłam porządkować. Przestrzeń, w której mogłabym pisać o dzieciach, ich rozwoju – okiem mamy i psychologa.

Pierwszy wpis dotyczący podróży ( pierwszej z moim synem) nigdy nie ujrzał światła dziennego. Tzn. ujrzał, ale w moim komputerze. Jednak jedyną osobą, która go przeczytała byłam ja sama. Drugi, w którym był kawałek naszego rodzinnego życia również pozostał tylko szkicem.

Wpisy te nie były autentyczne, cały czas coś z nich usuwałam, poprawiałam, wykreślałam. Bardzo szybko doszłam do wniosku, że prywatna część mojego życia, moja rodzinna przestrzeń, nie jest czymś, czym chciałabym się dzielić. O czym chciałabym pisać.

Chciałam pisać o psychologii, o rozwoju, o pomysłach do pracy, o książkach. Chciałam i chcę więcej pisać różnych tekstów, lecz albo brak mi czasu, albo mój wewnętrzny krytyk uaktywnia się mówiąc: “To już było”, “Pełno tego”, “Popraw to”, “Dopisz coś”, “Przeczytaj na ten temat więcej”, “Znajdź więcej badań i źródeł”, “Inni zrobią to lepiej”.

Mam wiele wpisów, które są tylko szkicami, bo dla mnie nie są “dość dobre”, za krótkie, za długie, za dużo w nich badań, za mało badań…

To moje pole do pracy, do akceptacji tego, że tak mam. Że nie opublikuję 5 wpisów w tygodniu, może nawet nie 1 na miesiąc. Choć tak właśnie chciałam. Takie były moje oczekiwania względem samej siebie. Wiem, że nie usiądę do komputera i nie stworzę wpisu tak po prostu, bo potrzebuję do tego czasu, spokoju, planu w głowie. Zazwyczaj jeszcze zaplecza książek i innych źródeł, żeby upewnić się, że to, co piszę faktycznie jest takie, jak być powinno. Mimo, że to wiem, że to znam, że tym pracuję, żyję.

Tak mam ja.

To jest moje. Staram się to zaakceptować. Choć czasami to trudne.

Chciałam umieszczać wpisy codziennie. Jednak to narzucone przeze mnie samą oczekiwanie nie współgrało z moimi potrzebami, możliwościami i w konsekwencji to, co powinno mnie cieszyć – stało się źródłem frustracji. Dlatego w grudniu bardzo mało byłam w internecie.

Był moment, że pewne napisane rzeczy wykasowałam, grafiki wyrzuciłam, cytaty usunęłam. Teraz żałuję.

Po tym roku w internecie wiele się nauczyłam, obserwowałam, słuchałam. Wiele z tego mi się nie podoba, czasami coś mnie wkurza.

I jednocześnie mam za to wdzięczność, bo to wiedza, rozwój, świadomość.

Wiem, że wszystko to proces, rozwój, zmiana. Że moja strona jest moja, bo ja ją tworzę i razem ze mną może się zmieniać.

Mam wdzięczność za tą stronę i za Was, którzy tu zaglądacie.

Sprawiacie, że chce mi się lepiej i więcej.

Mam wdzięczność, że wciąż mogę się rozwijać jako mama i jako psycholog.

Mam wdzięczność za moje dzieci, dzieci, rodziców i profesjonalistów, których spotykam na swojej drodze. Są dla mnie źródłem motywacji, rozwoju.

Chcę być ciekawa i otwarta na siebie, na innych, na świat. Chcę być wdzięczna za to co było, za to co jest i za to co będzie.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Close Menu